Loch jechał dalej
„Loch jechał dalej swoim uzbrojonym w teleskop wzrokiem i objął nim marynarza z dziewczyną akurat w chwili, kiedy przeskakiwali przez rów. Podchodzili zawsze od strony pola i pochyleni przemykali się pod drzewami, trzymając się mocno za ręce. Dziewczyna grała na fortepianie w miejscowym kinie. Dzisiaj przyciskała do siebie papierową torbę ze sklepiku spożywczego pana Bowlesa.
Loch zmrużył oczy; nie mógł doczekać się dnia, w którym marynarz zacznie podkradać figi. Ciekaw był, do czego jeszcze zdoła namówić chłopca ta dziewczyna. Nazywała się Virgie Rainey. Od samego początku nauki była w tej samej klasie co Cassie, wiedział więc, że ma szesnaście lat. Wiedział też, że nie jest amatorką niewinnych zabaw. Wyglądała niby to na kumpla, ale to były pozory. Kiedyś pozwoliła marynarzowi nieść się na rękach i rozczapierzonymi palcami podniesionych rąk rozgniatała liście drzew. To ona pokazała mu opuszczony dom i ona go tam zaprowadziła. Drzewa figowe były krępe i rozrośnięte. Rodziły malutkie błękitne, słodkie owoce. Gdy owoce pękały, ukazywał się różowozłoty miąższ, ukryty wewnątrz jak kwiat, i trzeba było szybko wyciągać język, by schwycić gęste, złociste krople syropu. Loch poczuł się nagle, tu i teraz, pobłażliwym panem sytuacji i bynajmniej nie naglił marynarza; przeciwnie, wspaniałomyślnie robił mu prezenty z tych pięlnych dni.“(7)