at ni Sc-Katolicki ksiądz nie pogodził
„at ni Sc
Katolicki ksiądz nie pogodził się w duchu nigdy z tym, że jego zakrystian wynajął pokój człowiekoi uważanemu za poganina i artystę. Ponieważ jednak Vincent zachowywał się spokojnie i uprzejmie, nie miał prawa go wyrzucać. Pewnego dnia Adriana Schafrath wbiegła zdyszana do pokoju malarza.
—Przyszedł ksiądz Pauwels, chce z panem poówić.
Pater Andreas Pauwels był rosłym człowiekiem o czerwonej twarzy. Rozejrzał się spiesznie po pracowni i doszedł do wniosku, że nigdy w życiu nie widział lak zwariowanego nieładu.
— Czym mogę księdzu służyć — zapytał grzeczie Vincent.
— Mnie nie może pan niczym służyć! Ale za to a mogę się panu przysłużyć. Postaram się, aby ta prawa wzięła dobry obrót, jeżeli oczywiście uczyni
to, co powiem.
— Jaka sprawa, ojcze
— Ona jest katoliczką, a pan protestantem, lecz ogę wystarać się wam u biskupa o dyspensę. Niech ąn poczyni przygotowania, aby móc za parę dni
się ożenić.
Vincent przystąpił do księdza, aby mu się przyjzeć w pełnym świetle.
— Tego, niestety, nie rozumiem! — powiedział.
—Rozumie pan doskonale! Pańskie udawanie nie ma celu. Stien de Groot jest w ciąży. Honor rodziny musi być uratowany.
E, diabła tam...
— Słusznie powołuje się pan na diabla. To diabelska sprawka.“(8)
<<<< Loch jechał dalej
| do półtora metra» Fragment >>>>