- Nuże dziecko - huknięto
„— Nuże, dziecko! — huknięto jeszcze.
— Jaaka o... ona — spytała wreszcie.
— Naskórek, naskórek! A czy to ładnie tak mówić do mamy Przecież zawsze odnosiłam się do pani jak do jedynaczki...
Było to takie przesłodzone i niezgodne z faktami, że Jagusia aż uniosła się z krzesełka. Wnet jednak poprawiła sukienkę i usiadła jak gdyby nic, mimo że — z zapartym tchem. Co będzie dalej, do czego to wszystko zmierza Znała przecie dość dobrze pułkownikową, by się niczego dobrego nie spodziewać. Zwłaszcza gdy teraz najwidoczniej szło o to coś, o ten ewenement państwowej wagi, co wplątał się do jej życia. Życia prywatnego i małżeńskiego. Och, mój Boże, święci Pańscy, Matko Boska Częstochowska! kiedyż to się skończy Jak to kiedy Dopiero się zaczyna, a ja mówię o końcu! pomyślała.
Matka Boska Częstochowska snadź nad nią czuwała, bo niemal jednocześnie uczuła przypływ ulgi. Rozprężyła się. Nawet skupiła się i zainteresowała. Pan się pyta dlaczego, panie mecenasie No, to bardzo proste. Istnieje przecież intuicja. Jeżeli się kogoś dobrze zna i jeżeli ma się tę intuicję, to łatwo można znaleźć kluczyk do zagadki.
W rzeczy samej. Skoro tak dobrze znała panią pułkownikową, to musiała, musiała w pewnym momencie zrozumieć wreszcie, co znaczyła ta jej słodycz. Pułkownikowej czemuś na niej zależało. Pułkownikowa ubiegała się o jej względy. Jagusia, niemal poruszywszy uszami z zaciekawienia, zaczęła się jej przysłuchiwać.“(5)